{}


Jedna krótka historia- Sylwia Błach

Sylwia Błach: Będąc dzieckiem modliłam się regularnie. Co wieczór, jak mantrę, wśród wielu różnych życzeń, prosiłam: “bym zaczęła chodzić”. Nie wiem dlaczego - niepełnosprawność nigdy nie była moim wrogiem. Owszem, zawsze lepiej jest móc chodzić, niż być zależnym od innych, ale nie odczuwałam, by mój wózek bardzo mi doskwierał. Nie znałam innego życia, więc do niego nie tęskniłam.

Teraz wiem, że te słowa były formą zaklęcia. Wypowiadałam je, zamykałam oczy i sądziłam, że w magiczny sposób zyskując sprawność, uczynię coś dobrego. Dla innych? Dla siebie? Tylko tamto dziecko może znać odpowiedź na to pytanie.

Dorosłam. Zamiast rzucać zaklęć, nauczyłam się marzenia przekształcać w cele. A potem do nich dążyć.

Jestem szczęśliwą kobietą. Pracuję zawodowo jako programistka, piszę i publikuję książki, odpoczywam blogując i biorąc udział w sesjach zdjęciowych. Mam wspaniałych bliskich - chłopaka, na którego mogę liczyć i rodziców, którym swój hart ducha zawdzięczam. Żyję na swoim i po swojemu. Nim jednak to się stało…

Miałam dużo szczęścia. I tyle samo uporu. Proporcje były równe - nigdy nie ignoruję faktu, że jestem córką wspaniałych, odważnych i ambitnych ludzi. Jednocześnie nie umniejszam wartości własnej pracy.

Etap pierwszy: Pisarka

Sylwia BłachPiszę odkąd pamiętam. Opowiadania, wiersze, krótkie i długie formy - bez tego nigdy nie umiałam funkcjonować. Pierwsze historie przelałam na papier w wieku lat kilku. Pisanie było dla mnie tak naturalne, że nigdy nie myślałam o wiązaniu z nim zawodowego życia. Po prostu - gdy miałam problem, gdy dopadało mnie szczęście, gdy chciałam uciec przed światem i gdy ze światem chciałam się czymś podzielić - zapisywałam historie. Zwykle straszne, bo w stylistyce grozy kochałam się obracać. Ale nie było we mnie więcej mroku, niż w moich przyjaciółkach w okresie buntu.

Z czasem zrozumiałam, że to co robię, jest dobre. Przełomowy moment nastąpił w liceum, gdy zaczęłam pierwsze teksty wysyłać na konkursy, a tam: zdobywać wyróżnienia. Nauczycielka odkryła jak wiele jest we mnie pasji i zagrzewała mnie do boju.

Kiedyś, buntując się, uważałam, że jestem samotnym wilkiem. Teraz dostrzegam jak wiele zawdzięczam życzliwym ludziom, którzy mnie otaczali.

Etap drugi: Praca

Zbliżając się do osiemnastki, zaczęłam łapać pierwsze zlecenia. Jak każdy człowiek w młodym wieku, chciałam się choć trochę usamodzielnić. Przy zaniku mięśni - chorobie czyniącej ze mnie osobę zależną - szybko zrozumiałam, że niezależność kryje się w pieniądzach. Podróże zawsze były droższe - transport musiał być przystosowany. Dobry jakościowo wózek swoje kosztuje. Transport międzymiastowy nie zawsze jest przystosowany. Wyprowadzka na studiach na wynajęte mieszkanie nie wchodziła w grę - wynajmowane nigdy nie jest przystosowane. Wiedziałam, że muszę mieć swoje pieniądze, by osiągnąć cel.

Harowałam jak wół, odkrywając, że pisząc różne teksty w sieci, też można zarabiać. Nikt mnie do tego nie zmuszał, czasem nawet ktoś z bliskich nie rozumiał, czemu tak wielbię pracować, zamiast imprezować, podrywać, uczyć się czy oglądać filmy. Ja jednak potrafiłam zachować równowagę, znajdując czas i na przyjemności, i na obowiązki.

Na osiemnastkę zapragnęłam wyjechać do kraju marzeń - Finlandii. Zamiast prezentów zażyczyłam sobie pieniędzy. Resztę wzięłam z oszczędności. Zorganizowałam pierwszy swój wyjazd, zwiedziłam Helsinki i zrozumiałam jak wielka siła tkwi w planach.

...to dopiero początek

W międzyczasie znalazłam wydawcę dla mojej książki. Nigdy nie bałam się ryzyka - gdy nie wygrywałam w konkursie, nie widziałam w tym porażki. Gdy któryś wydawca nie odpisywał - trzeźwo uznawałam, że na tym świat się nie kończy. Porażką dla mnie było niezaryzykowanie, przegapienie szansy na uczynienie swojego życia ciekawszym.

“Strach - zbiór opowiadań grozy” rozesłałam w wiele miejsc. Odezwało się tylko jedno. Nie znałam rynku wydawniczego, a oni zaproponowali mi wydanie książki, jeśli wyłożę część kwoty potrzebnej na wydanie. Gdy sprzedam określoną liczbę egzemplarzy, wszystko zostanie mi zwrócone.

Zaryzykowałam. Wieczorami, na wakacjach marzeń w Helsinkach, nanosiłam ostatnie korekty na swój debiut literacki.

Dostałam wiatru w skrzydła i szybko rozbiłam się na zakręcie. Zrozumiałam, że w tym modelu wydawniczym, wydawcy nie zależy na sprzedaży. Zamiast uznać, że mój zbiór się nie sprzedaje, bo się do niczego nie nadaje, znów: spięłam się w sobie i wzięłam do pracy.

Napisałam powieść, w międzyczasie uczyłam jak się promować w Internecie. Po dwóch latach, korzystając z usług tego samego wydawcy, opublikowałam drugą książkę “Bo śmierć to dopiero początek”.

Tym razem jednak miałam plan.

Etap trzeci: świat marketingu

Blog, fanpage, premierowe spotkanie autorskie - wszystko było gotowe. Zaczęłam jeździć po konwentach, na których stałam ze stoiskiem i sprzedawałam swoje historie. Znów pomogli mi rodzice - bez ich gotowości, by pojechać na zorganizowany przeze mnie wyjazd, pewnie bym się poddała. Ale układ był prosty: ja idę pracować i się bawić, a oni korzystają z wyjazdu jak tylko zapragną. To było uczciwe i korzystne dla wszystkich stron. Jeździłam, sprzedawałam w Internecie, chodziłam z ulotkami i rozstawiłam stoiska na miejskich dożynkach.

Nagle sprzedaż zaczęła być bardzo dobra… ale życie rzuciło mi piachem w oczy.

Oszustwa

Po raz pierwszy, lecz nie ostatni, dałam się oszukać. Choć należał mi się duży zwrot wadium, to wydawca się rozpłynął. Opłacone książki do mnie nie dotarły, a ja zostałam bez możliwości dostarczenia ludziom egzemplarzy, o które mnie prosili.

Wtedy, chyba, po raz pierwszy poczułam, że czasem jestem bezsilna. Tak prawdziwie bezsilna wobec ludzkiej podłości. To była kolejna nauka.

Etap czwarty: informatyka

Sylwia BłachNa szczęście nie miałam czasu się załamywać. Gdzieś, po drodze, (bo jak wszyscy wiemy, wspomnienia lubią tracić swą liniowość), była matura. Wszystkie obowiązkowe przedmioty zdałam na minimum dziewięćdziesiąt procent. Stanęłam przed wyborem studiów i zrozumiałam, że nie wiem co chcę robić ze swoim życiem.

Całe życie wszyscy mi powtarzali, że będę informatykiem. Tak bardzo tego nie chciałam! Świat komputerów zupełnie mnie nie pociągał, bałam się, że utknę w domu przyklejona do ekranu. Ale nie widziałam dla siebie alternatywy. Uznałam, że czasem lepiej być dorosłym i kierować się rozsądkiem, nie marzeniami.

To była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu.

Programowanie mnie nie wciągnęło: ono mnie pożarło! Owszem, pierwszy semestr przepłakałam, powtarzając, że nigdy więcej nie wrócę na Politechnikę. Byłam na studiach zaocznych i wszyscy wokół coś umieli. Ja, osoba zdolna, ale nieinteresująca się nigdy programowaniem, nie miałam nawet pojęcia jaki program uruchomić, by zacząć pisać kod. Teraz już wiem, że program jest w tym wszystkim najmniej ważny.

Szybko zaczęłam doganiać innych. Dostałam stypendia: rektora oraz ministra. Poczułam flow, jak teraz się mówi, i zakochałam się w pisaniu kodu.

Pracowałam i robiąc strony internetowe, i pisząc aplikacje, ale najbardziej lubiłam tworzenie gier. Przeżyłam przygody w kilku studiach gier, raz zostałam oszukana, gdy nie dostałam wypłaty za kilka miesięcy pracy, chwilę później wydałam własną grę - Snowman: Revenge - na platformę Android.

Ja, nienawidząca informatyki, pokochałam ten świat. Jest czysty, logiczny i… pełen kontaktów z ludźmi. Programista tworzy dla innych, często w grupie, często jeżdżąc na konferencje jako słuchacz bądź prelegent. Tworzy kod, tysiące niepozornych znaków, które magicznie przeobrażają się w aplikację.

To tak jak w pisaniu: mamy konkretny alfabet, mamy konkretny słownik. Ale bez umiejętności ustawienia znaków w prawidłowym ciągu, nie stworzymy historii. Tej, którą odtworzymy w naszej głowie, czytając kolejne strony powieści, ani tej, którą wyświetlimy na ekranie komputera.

Zaczęłam studia doktoranckie z informatyki, znalazłam wymarzoną pracę w Poznańskim Centrum Superkomputerowo-Sieciowym. Odnalazłam pasję i spokój.

I samodzielność.

W międzyczasie - bo u mnie wszystko dzieje się między czymś innym - zakochałam się. Nigdy nie byłam płochliwą istotą, pracując w świecie zdominowanym przez mężczyzn, z łatwością odnajdywałam się w ich towarzystwie. Miłość jednak przyszła z innej strony.

Niespodziewanie, wtedy, gdy sądziłam, że potrzebuję detoksu od uczuć. Najpierw niepewnie, stopniowo rozwinęła się w najpiękniejsze doświadczenie w moim życiu.

Doświadczenie, które dodaje skrzydeł. Bo gdyby nie ten, którego szelest słyszę za plecami, gdy właśnie zawzięcie uczy się do egzaminu, nie odważyłabym się doświadczyć wielu nowych rzeczy.

Nawet heroski czasem są tchórzami. Nawet siłaczki boją się wielkich kroków.

We dwoje zawsze łatwiej pokonać przepaść. Zamieszkałam na swoim, wyprowadziłam się od rodziców, znalazłam pracę, nauczyłam gotować, odnalazłam maksimum samodzielności w moim niesamodzielnym ciele. Złapałam szczęście i najpiękniejsze jest to, że nie muszę się go kurczowo trzymać. Bo ono, spokojnie, trzyma mnie.

Niespokojny duch

Sylwia BłachTa historia ma jeszcze inne płaszczyzny. Mogłabym godzinami mówić o tym jak pracowałam przy Wyborach Miss Polski na Wózku. Jak spotykałam się z hejtem i walczyłam z niezrozumieniem. O tym, jak pojechałam do Warszawy do pracy po zabiegu guza w piersi, tylko po to, by po kilku dniach szukać szpitalnego oddziału ratunkowego, gdy rana z wysiłku zaczęła się paprać. Mogłabym też opowiedzieć o tym, jak założyłam dwa blogi, które prowadzę do dziś, jak szukałam fotografów, którzy przygarną niepełnosprawną ślicznotkę przed obiektyw i jak uparcie tłumaczyłam, że wózek nie zwalnia z dbania o siebie.

Mogłabym powiedzieć o wolontariatach, wykładach programistycznych prowadzonych dla dzieci, by rozwinąć ich horyzonty i konsultacjach, w trakcie których tłumaczyłam, jak przystosować nieprzystosowane dla osób na wózkach. O rzucaniu grochem w ścianie i szyderczych uśmiechach, gdy ktoś udawał, że rozumie. Mogłabym mówić o zwichniętym placu, gdy ktoś nieumiejętnie pomagał mi się przesadzić i o rozległych oparzeniach, gdy przyjmując gości, wylałam na siebie wrzątek.

Ale nie o tym dzisiejsza jest opowieść.

Dziś mówię o sile. O tym, że ta dziewczynka, która kiedyś modliła się, by chodzić, nagle zaczęła latać. Dzięki ludziom wokół, ale przede wszystkim: dzięki świadomości, że jest tak normalna i wartościowa, jak inne dzieciaki, przeżyła wzloty i upadki. Odkryła w sobie twardą babę i nauczyła się miękkości.

To opowieść o dziewczynce, która gdy dorosła, zaczęła pomagać innym. Marzenia przekuwać w plany. Zakochała się i została pokochana, bo wiedziała, że jest tego warta. Została uznana w międzynarodowym konkursie jedną z sześciu najbardziej inspirujących kobiet na świecie i wyróżniona za swe mocne strony w konkursie magazynu Cosmopolitan. Wydała kilkanaście opowiadań i pięć książek, kupiła mieszkanie, pojawiła się na plakatach reklamujących bieliznę na całym świecie i wzięła udział w “Milionerach”. Tylko dlatego, bo wiedziała, że może.

To opowieść o mnie. Ale pamiętaj: to może być też Twoja opowieść. Jeśli tylko zrozumiesz, że drugiej szansy na życie mieć nie będziesz.

Nazywam się Sylwia Błach i mam 26 lat. Jestem z siebie dumna. A Ty, co dobrego potrafisz o sobie powiedzieć? Tylko proszę, nie bądź skromna. Bo choć Cię nie znam, to wiem, na jak wiele zasługujesz. Jak każdy człowiek, który ma odwagę zacząć od marzeń.

Sylwia Błach

www.SylwiaBlach.pl

https://www.facebook.com/blach.sylwia/


W ramach działań na rzecz zwiększania szans na rozwój i integrację osób z niepełnosprawnościami poprzez technologię CodersTrust Polska i Fundacja Instytut Innowacyjna Gospodarka zapraszają na konferencję "Digital Promise" w praktyce.

Niepełnosprawni na rynku pracyKonferencja odbędzie się 10 maja 2018 r. na terenie Campus Google, Auditorium Warsaw. Poświęcona będzie tematyce związanej z możliwościami jakie stwarza technologia w zakresie nauki, rozwoju zawodowego, aktywizacji i integracji osób z niepełnosprawnościami.

Na zakończenie konferencji, w godz. 13.30 - 14.30 zaplanowany jest warsztat prowadzony zdalnie przez Internet „Naucz się WordPressa i projektuj strony”. Warsztat poprowadzi Sylwia Błach. W Warsztacie będzie można wziąć udział za darmo - wystarczy jedynie dostęp do komputera i Internetu.

Do udziału w Warsztacie szczególnie zachęcamy osoby niepełnosprawne, chcące zdobyć nowe umiejętności.

Więcej informacji o Konferencji i Szkoleniu znajduje się na stronie http://integracja.ingos.pl/

Zapraszamy!

Sylwia Błach

Autor artykułu:

Sylwia Błach

Programistka i Pisarka

Doktorantka związana z badaniem sieci społecznościowych. Zawodowo tworzy aplikacje w silniku Unity3D. Zafascynowana branżą gier komputerowych i tworzeniem stron internetowych za pomocą Wordpressa. W wolnym czasie prowadzi bloga: www.sylwiablach.pl

Najnowsze artykuły:

Zapisz się do newslettera

Podaj nam swój adres e-mail a będziemy informować Cię o naszych ofertach specjalnych, wydarzeniach przez nas organizowanych oraz przesyłać ciekawe poradniki na temat nauki programowania.